... czyli jak Polska dorobiła się własnego Alana Sokala.
W ramach przypomnienia: Alan Sokal do fizyk amerykański, który w ramach protestu przeciwko antynaukowym tendencjom w naukach społecznych opublikował na łamach ichniego czasopisma kompletnie bzdurny artykuł. Materiały do sprawy Sokala są na jego
stronie internetowej.
Tymczasem u nas podobnego występku dopuścił się Tomasz Witkowski, psycholog, a ofiarą stałe się znane wszystkim chyba "charaktery". Donosi o tym
gazeta.pl
Cytuj:
Miesięcznik psychologiczny "Charaktery" opublikował artykuł "naukowy" pt. "Wiedza prosto z pola". Wkrótce po ukazaniu się czasopisma, autor tekstu - dr psychologii - Tomasz Witkowski, przyznał: - Publikacja zawiera same kłamstwa i fantazje. Chciałem wykazać, że można rozpropagować kompletną bzdurę. Redakcja przeprosiła za opublikowanie materiału. I oświadczyła: popełniliśmy błędy wynikające z nadmiernego zaufania do drugiego człowieka.
Cytuj:
Dość trudno przebrnąć przez obszerny artykuł o polu morfogenetycznym autorstwa Renaty. Czego wytrwali czytelnicy mogą dowiedzieć się z tekstu? (To naprawdę skomplikowane. Niecierpliwym radzimy ominąć trzy poniższe akapity).
Po pierwsze: profesor z Francji prowadził badania, które udowadniają istnienie pola morfogenetycznego, czyli "pola wypełniającego przestrzeń o bliżej nie sprecyzowanej naturze fizycznej". Pole to nadaje formę wszystkim żywym organizmom, ma wpływ na ich zachowanie oraz interakcje z innymi.
Po drugie: Z istnieniem pola wiąże się to, iż każdy organizm jest zdolny do przekazywania pamięci o często powtarzających się zdarzeniach. Są one zapisywane w polu morfogenetycznym, a następnie przekazywane innym osobnikom z tego gatunku.
Po trzecie: Są na to dowody. Np. sikorki przed II wojną nauczyły się otwierać dziobem butelki mleka stojące na progach domów. Później zaprzestano roznoszenia mleka. W 1952 butelki znów znalazły się na progach, a sikorki nauczyły się otwierania butelek błyskawicznie. Oznacza to, że informacja, jak to robić zapisana była w polu morfogenetycznym.
I tak dalej. Prowokację dość dokładnie opisuje sam
Witkowski.
O ile porównania z Sokalem nasuwają się same, o tyle różnic jest sporo. Sokal nigdy nie współpracował z ośmieszonym przez siebie później czasopismem i swój prowokacyjny artykuł opublikował pod własnym nazwiskiem.
Czy tak się godzi postępować?